UWERTURA
ŚPIEWAK PODWÓRZOWY
Szanowni Państwo!
Za chwilę usłyszycie operę dla żebraków.
A ponieważ dzieło to wystawione zostało z tak wielkim przepychem, jaki tylko żebracy sobie wyobrazić potrafią, i ponieważ jednocześnie na tyle tanie być powinno, by również żebracy byli w stanie za nie zapłacić, nazwaliśmy ją „Operą za trzy grosze”!
Najpierw usłyszą Państwo straszną pieśń o bandycie londyńskim nazwiskiem Macheath, którego zwą także Mackiem Majchrem!
PROLOG
Straszny song o Mackie`m Majchrze
Jarmark w Soho
Żebracy żebrzą. Złodzieje kradną. Dziwki puszczają się. Śpiewak podwórzowy śpiewa balladę.
Rekin zęby ma jak noże
I nie musi kryć się z tym.
Mackie noża użyć może,
Ale kto go widział z nim?
Rekin w słodkiej krwi się pławi,
Gdy morderczy skończy łów.
Mackie śladów nie zostawi –
Rękawiczki zmienił znów.
Trup osunął się z nabrzeża,
Nurt Tamizy zwłoki skrył.
Czy zaraza się rozszerza?
Nie, to Mackie tutaj był.
A w niedzielę na bulwarze
Zbrodniarz zabił w biały dzień.
Kto mordercę teraz wskaże?
Znikł za rogiem Macka cień.
I Szmul Meier gdzieś zaginął,
I fortuny przepadł ślad.
Czyżby Mackie złoto zwinął?
Już nie żyje ten, co zgadł.
Przez scenę przechodzi Peachum z żoną i córką.
Jenny Towler znaleziono
Z nożem w piersi, zimną już.
Lecz, niestety, nie stwierdzono
Czy Mack zgubił taki nóż.
Nie ma zysku bez ryzyka –
Alfons Glite chciał podjąć je.
Mack zmył krew ze scyzoryka
I trop znowu urwał się.
A kto w Soho pożar wzniecił,
By z polisy zgarnąć szmal?
Ogień zabił czworo dzieci…
Mackie, nerwy ma jak stal.
Gdy zgwałcono młodą wdówkę,
Ktoś jej radę cenną dał,
By klejnoty i gotówkę
Pod opiekę Mackie miał!
Dziwki chichoczą. Elegancki mężczyzna przerywa z nimi rozmowę i szybko przechodzi przez scenę.
JENNY – KNAJPIARKA
To był Mackie Majcher!
Śpiewak podwórzowy kontynuuje song.
Ktoś oczyszcza grube ryby
Z zawartości tajnych kont –
Mackie Majcher jest cierpliwy –
Pośpiech w grze to wielki błąd!
AKT PIERWSZY
1
Podejmując walkę ze znieczulicą społeczną, przedsiębiorca Jonatan Jeremiasz Peachum założył sklep ze starzyzną, gdzie na zapleczu nawet najnędzniejsi nędzarze zyskiwali tak sugestywny wygląd, że mogli wykonywać trudny zawód żebraka wzruszając najdawniej skamieniałe serca bliźnich.
JONATAN JEREMIASZ PEACHUM „PRZEBIERALNIA DLA ŻEBRAKÓW”
Chorał poranny Pana Peachum
Wstań, szubrawcu obmierzły, no wstań,
Co sam siebie zwiesz chrześcijaninem.
Jęk pokutny niech wyda twa krtań –
Grzeszysz myślą, i mową i czynem.
Choćbyś brata ograbił do cna,
Miłosierdzie uważał za trąd,
Boga gorzej traktował niż psa,
To Pan cię zawezwie na sąd!
PEACHUM
Do publiczności
Poszukuję nowych pomysłów. Podjąłem się trudnego zadania – moja firma to szkoła budzenia w ludziach litości. Ale cóż… Istnieje zaledwie kilka skutecznych sposobów, którymi można wzruszyć człowieka. Zaledwie kilka… Ale i te używane zbyt często przestają działać. Tak, człowiek posiada straszliwą zdolność – ma wolną wolę natychmiastowego obojętnienia. Przykładowo jeśli ktoś zobaczy na rogu bliźniego swego z kikutem w miejscu ręki – to w odruchu litościwego obrzydzenia rzuci mu, powiedzmy, dziesiątaka. Za drugim razem jednak wysili się, przekalkulowując naprędce wszelkie za i przeciw, na najwyżej pięć pensów, a gdy nadarzy się trzecia okazja ze świętym oburzeniem i zrozumiałą odrazą odda go w ręce policji! Podobnie z koncepcjami racjonalistycznymi.
Z góry na sznurach zjeżdża wielka tablica z napisem: „Godniej dawać niż brać”
Niczego nie zmienią te piękne i zniewalająco mądre cytaty – zbyt szybko się dewaluują. W Biblii zostało zaledwie cztery, czy pięć wersetów, które do serca czasem docierają. Jak się je całkiem zużyje, ludzkość pójdzie z torbami. Spójrzcie na to: „dawajcie, a będzie wam dane” – wisi tu zaledwie trzy tygodnie i już nie chwyta. Ciągle trzeba zmieniać zdanie. Znów muszę sięgnąć do Biblii, ale na jak długo jej jeszcze wystarczy?
Pukanie. Peachum otwiera – wchodzi młody człowiek, Filch.
FILCH
Czy to firma „Peachum i spółka”
PEACHUM
Peachum, Peachum…
FILCH
A więc to pan jest twórcą przedsiębiorstwa „Przyjaciel żebraka”. Przysłano mnie do pana…
Wskazuje na tablicę
…Ależ wzniosłe hasła, majątek! Zebrał pan pewnie całą bibliotekę. Fantastycznie. Człowiek sam nigdy by na to nie wpadł. Wiadomo – bez naukowych metod interes nie prosperuje.
PEACHUM
Pańskie nazwisko?
FILCH
Pan mnie zrozumie, panie Peachum! Miałem pecha od urodzenia: moja matka była alkoholiczką, a ojciec utracjuszem. Od dzieciństwa – wczesnego! – zdany byłem na łaskę i niełaskę podłego losu. Nie chroniony ramieniem rodzicielki, staczałem się coraz niżej, by ugrząźć w wielkomiejskim bagnie. Nie zaznałem opieki, karcącej ręki ojca i ciepła domowego ogniska… I oto… Widzi mnie pan…
PEACHUM
No, powiedzmy…
FILCH
zbity z tropu
…widzi pan… ofiarę… namiętności i bezradności… bez środków do życia…
PEACHUM
…jak wrak… czyż nie tak?… rzucany o brzeg przez fale… Dno… Niech mi pan powie, panie wrak, w której dzielnicy odgrywa pan tę historyjkę?
FILCH
Jak mam to rozumieć, panie Peachum?
PEACHUM
No, przecież tę prelekcję wygłasza pan do publiczności!
FILCH
Otóż, panie Peachum, wczoraj zdarzył mi się przykry incydent na Highland Street. Stałem sobie grzecznie z czapką w ręce, cichy, nieszczęśliwy i niczego nie przeczuwający… Niczego!
PEACHUM
przeglądając brulion
Highland Street. To by się zgadzało. A więc to ty jesteś tym cwaniaczkiem, którego Honey i Sam przydybali na gorącym uczynku. Jak miałeś czelność w dziesiątej dzielnicy nagabywać przechodniów?! Ograniczyliśmy się do paru kijów mając nadzieję, iż nie wiedziałeś co czynisz, ale jeżeli jeszcze raz wpadniesz mi w ręce, jak Boga kocham, nie pozbierasz kości. Jasne?
FILCH
Jasne, panie Peachum, wszystko jasne, tylko… Co mam robić, panie Peachum? Pańscy ludzie, co stłukli mnie, zasłużenie oczywiście, wręczyli mi pańską wizytówkę… Gdybym zdjął marynarkę, zobaczyłby pan jak mnie urządzili – całe ciało sine.
PEACHUM
Fachowo. Ciało nie odpada od kości. Moi ludzie znają się na robocie… Zjawia się jakiś chłystek i myśli, że jak łapę wyciągnie to mu zaraz befsztyk z nieba spadnie. A co byś ty powiedział, jakby ci ktoś wyciągał z prywatnego stawu najładniejsze pstrągi.
FILCH
Ja, panie Peachum… Ja nie mam stawu.
PEACHUM
Eee… Licencje wydajemy tylko zawodowcom.
Pokazuje plan miasta.
Podzieliliśmy Londyn na czternaście dzielnic. Kto chce legalnie wykonywać rzemiosło żebraka, musi wykupić patent w firmie Jonatan Jeremiasz Peachum i spółka. Inaczej każdy by chciał zarabiać – ofiary namiętności i bezradności.
FILCH
Panie Peachum! Jestem bliski śmierci. Liczę już tylko na cud. Mam ostatnie dwa szylingi…
PEACHUM
Dwadzieścia szylingów.
FILCH
Panie Peachum.
Wskazuje napis :”Otwórz swe uszy na wołanie ubogiego”. Peachum replikuje: ”Dawajcie, a będzie wam dane”.
FILCH
Dziesięć szylingów.
PEACHUM
I pięćdziesiąt procent od utargu. Z wyposażeniem – siedemdziesiąt procent.
FILCH
Nie rozumiem… Co znów za wyposażenie?
PEACHUM
O tym decyduje firma.
FILCH
W jakiej dzielnicy będę praktykował?
PEACHUM
Baker Street od numeru 2 do 104… Masz szczęście, tam jest nawet taniej – jedynie pięćdziesiąt procent z wyposażeniem.
FILCH
Zgoda!
Płaci.
PEACHUM
Imię i nazwisko?
FILCH
Karol Filch.
PEACHUM
Woła.
Celio!
Wchodzi Pani Peachum.
To jest Filch. Numer 314. Rejon Baker Street. Zresztą… Sam go zarejestruję. Akurat teraz, przed uroczystościami koronacyjnymi musicie mnie nachodzić. Gra toczy się o wielką stawkę. Raz na sto lat trafia się taka okazja. Kreacja C.
Rozsuwa zasłonę gabloty po prawej, w której stoi 5 manekinów.
FILCH
A to co znowu?
PEACHUM
Oto pięć podstawowych typów ludzkiej niedoli, które mają moc poruszania serca człowieka, by doprowadzić go do nienaturalnego stanu, w którym skłonny jest sięgnąć do kieszeni i dać jałmużnę. Kreacja A: ofiara komunikacji zbiorowej. Dziarski kuternoga, zwykle wesoły,
Odgrywa rolę żebraka.
zawsze beztroski, dla kontrastu uzupełniony odkrytym kikutem. Kreacja B: ofiara sztuki wojennej. Osobnik trzęsący się i nachalny wobec przechodniów, wywołuje odrazę,
Naśladuje postać
kokietując jednocześnie wbitym w pierś krzyżem walecznych. Kreacja C: ofiara industrializacji. Wzbudzający żałość ślepiec, sam szczyt żebraczych umiejętności.
Odgrywa rolę tego żebraka podchodząc ukradkiem do Filcha; ten krzyczy wstrząśnięty. Peachum, zaskoczony, przypatruje mu się krytycznie i karci go.
Spójrzcie, ulitował się. Z takimi nerwami nigdy nie będziesz żebrakiem. Nadajesz się najwyżej na byle przechodnia. Celia! Kreacja D: Znowu coś piłaś i na oczy nie widzisz. Numer 136 wniósł uzasadnioną reklamację. Ile razy mam powtarzać, że gentleman nie wkłada brudnego garnituru. Numer 136 zapłacił za nowe ubranie. Nowy, tyle że z plamami pobudzającymi do uwrażliwiającej refleksji. Weź stearynę i szybko wprasuj kilka plam w spodnie. Co za bezmyślność! Czy wszystko mam robić sam?
Do Filcha.
Przebieraj się w nowy kostium. Tylko szanuj i dbaj…
FILCH
A co z moimi rzeczami?
PEACHUM
Przechodzą na własność firmy jako kreacja E: młodzieniec z dobrej rodziny, który, niestety, nie urodził się w czepku.
FILCH
Jak to? Więc pan to jednak puści w obieg? To dlaczego ja nie mogę występować jako kawaler z dobrego domu?
PEACHUM
Ponieważ prawdziwe nieszczęście nikogo nie wzrusza. Jeżeli rozboli cię brzuch i publicznie powiesz, że boli cię brzuch, to wywołasz najwyżej niesmak… Zresztą… Nie masz nic do gadania. Ubieraj się!
FILCH
Trochę brudne te szmaty.
Peachum przeszywa go wzrokiem.
Przepraszam, najmocniej przepraszam.
PANI PEACHUM
Pośpiesz się trochę, synku. Nie myślę sterczeć z tymi portkami do świąt.
FILCH
Nieoczekiwanie stanowczo.
Ale butów nie zdejmę. Żeby nie wiem co… Raczej zrywam umowę! To… To jedyna pamiątka po mojej matce nieboszczce.
PANI PEACHUM
Nie pleć… Wiem, że masz brudne nogi…
FILCH
No a gdzie je miałem umyć?… Przecież taki mróz…
Pani Peachum prowadzi go za parawan, potem zaczyna prasować spodnie starannie plamiąc je stearyną.
PEACHUM
Gdzie się podziała twoja córka?
PANI PEACHUM
Polly? Pewno na górze.
PEACHUM
Czy ten typek był tu znowu? Zawsze przyłazi, jak mnie nie ma w domu…
PANI PEACHUM
Jesteś za bardzo podejrzliwy, Jonatanie. Nie widziałam bardziej eleganckiego gentlemana. Kapitan ma skłonność do naszej Polly.
PEACHUM
Taaa…
PANI PEACHUM
I niech się nie nazywam Peachum, jeśli i Polly nie ma do niego słabości.
PEACHUM
Celio! Rozporządzasz swoją córką, jakbym był co najmniej milionerem. Chcesz ją wydać za mąż? Myślisz, że ten zafajdany interes przetrwa choć tydzień, jeżeli tylko we dwoje będziemy tę całą hołotę do roboty zaganiać? Narzeczony! Ha, od razu miałby nas w garści. Sądzisz, że twoja córka w łóżku trzyma lepiej język za zębami niż ty sama?
PANI PEACHUM
Piękne masz wyobrażenie o naszej córeczce!
PEACHUM
Najgorsze. Jak najgorsze. Chodząca chuć!
PANI PEACHUM
W każdym bądź razie nie po tobie to ma…
PEACHUM
Małżeństwo! Twoja córka powinna być dla mnie tym, czym dla głodnego chleb.
Szuka cytatu w Biblii.
To jest gdzieś nawet napisane… Takie stadło to jest w ogóle straszne świństwo… Już ja jej z głowy wybiję małżeństwo!
PANI PEACHUM
Jonatanie, nie myślałam, ze jesteś takim grubianinem!
PEACHUM
Ja – grubianin?… A jak się nazywa ten kawaler?
PANI PEACHUM
Wszyscy nazywają go „kapitanem”.
PEACHUM
No proszę. Nawet nie znacie jego nazwiska? Kapitalne.
PANI PEACHUM
A co? Miałam od razu żądać metryki i referencji? Ten pan był tak uprzejmy, że i mnie zaprosił do hotelu „Pod Flądrą” na małą potańcówkę…
PEACHUM
Coś ty powiedziała?
PANI PEACHUM
Że „Pod Flądrą” byłam na tańcach!
PEACHUM
Kapitan, pod flądrą… No tak…
PANI PEACHUM
Obchodził się z nami po prostu… jak w rękawiczkach!
PEACHUM
Jasne. W rękawiczkach.
PANI PEACHUM
On nawet nosi rękawiczki: białe i w dodatku glace.
PEACHUM
Białe rękawiczki, laseczka z gałką z kości słoniowej, getry, lakiery – ciągle trzyma fason!… A blizna?
PANI PEACHUM
Tak, na szyi. Znasz go?
Filch wychodzi zza parawanu.
PEACHUM
No co? W porządku?
FILCH
Panie Peachum, ja to bym chciał systemowo – no, stworzyć jakąś postać z prawdziwym monologiem. Nie lubię gadać byle co…
PANI PEACHUM
Już zhardział, systemowo!
PEACHUM
Rób za idiotę. Przyjdź wieczorem, o szóstej. Nauczę cię czego trzeba. Spadaj!
FILCH
Stokrotne dzięki, panie Peachum. Jestem wiele panu winien!
PEACHUM
Tylko pięćdziesiąt procent! Teraz ci powiem kim jest ten twój gentleman w rękawiczkach – to Mackie Majcher!
Biegnie po schodach do sypialni Polly.
PANI PEACHUM
Na rany Chrystusa – Mackie Majcher. Boże miłosierny zlituj się nad nami… Polly, Polly… Gdzie się podziała Polly?
PEACHUM
Wraca zmartwiony.
Polly? Twojej córeczki nie było w domu. Łóżko nierozścielone.
PANI PEACHUM
Na pewno była z tym kupcem na kolacji. Na pewno, Jonatanie!
PEACHUM
Daj Boże, żeby to był tylko kupiec.
Państwo Peachum wychodzą przed kurtynę i śpiewają. Oświetlenie sceny podczas songu – złote. Organy także oświetlone. Z góry na sztankiecie zjeżdżają trzy reflektory. Na tablicy napis:
Wbrew
PEACHUM
Ojcom wbrew, ( ojcom wbrew! )
Co wieczorem każą córkom w łóżku być,
Marzą, psia krew, ( marzą, psia krew! )
Durzą się w skurwielach, wierząc, że na jawie można śnić.
PANI PEACHUM
To przez ten księżyc nad Soho
I sto czułych słów, co w cudny wiersz złożą się,
I przez te piosenki „Gdzie ty, tam i ja pójdę, Johnny” –
Kto uwierzy w te brednie, jak nic, skończy źle!
PEACHUM
Matkom wbrew, ( matkom wbrew! )
Które uczą córki jak praktycznie żyć,
Pragną, psia krew, ( pragną, psia krew! )
Szlajać się po nocach, by w rynsztoku nieuchronnie zgnić.
RAZEM
Szlag z tym księżycem nad Soho
I ze stekiem bzdur, co w durny wiersz złożą się,
I kretyńską piosenkę „Gdzie ty, tam i ja pójdę, Johnny”…
Kto uwierzył w te brednie, jak nic, skończy źle!
2.
W samym sercu Soho bandyta Macheath i córka króla żebraków Polly Peachum urządzają swoje wesele.
PUSTA STAJNIA
MATEUSZ ( zwany Kesz )
Oświetla opuszczone wnętrze, w ręku ma rewolwer.
Jest tam kto? Wyłazić, bo strzelam!
MACKIE
Wchodzi, idzie wzdłuż rampy.
No, co tam? Pusto?
MATEUSZ
Ani żywego ducha. Tu można wyprawić piękne weselisko!
POLLY
Wystrojona w ślubną suknię.
Ależ to jakaś stajnia!
MACKIE
Usiądź na chwilę gdziekolwiek, Polly…
Do publiczności
Moi Państwo, tu, w tej oto skromnej stajence odbędzie się moje wesele z panną Polly Peachum, która z prawdziwej miłości postanowiła zostać towarzyszką mojej drogi życiowej.
MATEUSZ
Cały Londyn będzie gadał, że to twój najlepszy kawał – rąbnąłeś obywatelowi Peachum jedyną córeczkę.
MACKIE
A kto to jest ten Peachum?
MATEUSZ
On by na pewno powiedział, że jest najbiedniejszym człowiekiem tego miasteczka.
POLLY
Chyba nie tu mamy rozpocząć wspólne życie? Po pierwsze – to jest stajnia, po drugie – nie jest naszą własnością, po trzecie – nie wypada tu zaprosić pastora. Przecież nie możemy wszystkiego zaczynać od włamania… To miał być najpiękniejszy dzień w naszym życiu.
MACKIE
No właśnie… Uścielę ci życie różami. Zaraz zaczniemy urządzać apartament.
MATEUSZ
Mebelki już są.
Słychać odgłos podjeżdżających ciężarówek; kilku dziwnych typów wnosi dywany, meble, naczynia; stajnia zamienia się we wnętrze aż nazbyt wytworne.
MACKIE
Ależ tandeta.
Mężczyźni układając z lewej strony sceny prezenty składają życzenia pannie młodej i raport panu młodemu.
KUBA ( ZWANY RĄCZKA )
Najlepsze życzenia. Na Ginger Street pod czternastką lokatorzy byli w domu. Musieliśmy ich wyprosić.
ROBERT ( ZWANY PILNIK )
Serdeczne gratulacje. Na bulwarze musieliśmy unieszkodliwić stójkowego.
MACKIE
Amatorzy!
EDE ( ZWANY KARAWANIARZ )
Byliśmy naprawdę delikatni, ale na West Endzie trzech nie udało się odratować. Wszelkiej pomyślności.
MACKIE
Partacze. Dyletanci.
JIMMY
Taki starszy też ździebełko oberwał, ale chyba specjalnie nie stracił zdrówka. Życzę szczęścia.
MACKIE
Przecież dałem wyraźne polecenie: unikać rozlewu krwi. Na samą myśl chce mi się rzygać. Jacy z was ludzie interesu? Barbarzyńcy i kanibale!
WALTER
Wskazując na klawesyn.
Wszelkie serdeczności. Ten instrument, szanowna pani, jeszcze przed godzinką należał do Księżnej Somerset.
POLLY
Co to za rzeczy – skąd?
MACKIE
No i jak ci się widzi wystrój, Polly?
POLLY
Płacze.
Tylu pokrzywdzonych, poniżonych – dla tych paru gratów.
MACKIE
Masz rację – to graty. No nie płacz… Rupiecie. Jakaś renesansowa kanapa, klawicymbał z drzewa różanego. Szmelc. Ja was tu zaraz… Gdzie jest stół?
WALTER
Stół?
Układają deski na koziołkach.
POLLY
Ach, Mackie, jestem zrozpaczona. Żeby tylko teraz pastor nie przyszedł.
MATEUSZ
Przyjdzie, przyjdzie… Zrobiliśmy mu szczegółowy wykład.
WALTER
Pokazując.
Kapitanie, jest stół.
MACKIE
Przekrzykując płacz Polly.
Moja żona jest słusznie oburzona. Gdzie są krzesła? Klawicymbał tak – krzesła nie! Bezmyślność na każdym kroku. Kiedy wreszcie mam porządne wesele – a ile razy mi się to zdarzyło w życiu… Zamknij pysk, Karawaniarz… Ile razy mi się zdarzyło powierzyć wam samodzielne zadanie zawsze zaliczacie wpadkę… Moja żona przez was jest nieszczęśliwa!
EDE
Najdroższa Polly…
MACKIE
Zrzuca mu kapelusz celnym ciosem.
Polly… Najdroższa? Zaraz ci zrobię ze łba galaretę, ty gnojku. Patrzcie go. „Najdroższa”, co, spałeś z nią?
POLLY
Ależ, Mack…
EDE
Przysięgam, kapitanie…
WALTER
Łaskawa pani, jeżeli czegokolwiek brakuje, to my zaraz hyc…
MACKIE
Klawicymbał tak – krzesła nie! No i co ty na to, kochanie?
POLLY
To jeszcze nie jest najgorsze…
MACKIE
Do najgorszego nie dopuścimy. Dwa fotele i kanapa. Przecież młoda para nie spędzi nocy na podłodze…
POLLY
Jeszcze by tego brakowało!
MACKIE
Ostro.
Urżnąć nogi od klawicymbału. Jazda. Tempo.
Czterech ludzi odpiłowuje nogi od klawesynu śpiewając:
Bill Lawgen i Mary Sayer
W tłusty czwartek pobierali się!
… Sto lat, niech żyją nam sto lat!
Oblubieniec przezornie nie wpadł w złość,
Że wybranka ma wianek zmięty dość –
Trudno stale pamiętać, kiedy, z kim i gdzie!
… Sto…
WALTER
Takim oto prostym sposobem skonstruowaliśmy ławkę.
MACKIE
Czy mógłbym jeszcze panów prosić o łaskawe zdjęcie tych okropnych łachów. Ostatecznie to nie jest byle czyj ślub… Polly, proszę, zajmij się przekąską.
POLLY
I to ma być nasza weselna uczta… Czy to wszystko kradzione, Mack?
MACKIE
Bez wątpienia, tak jest!
POLLY
A co byśmy zrobili gdyby tu nagle wszedł… o Boże… szeryf?
MACKIE
Z przyjemnością bym ci zademonstrował, co twój mąż czyni w takim przypadku…
MATEUSZ
Ale dziś nie ma o czym mówić. Niemożliwe. Cała policja konna pogalopowała do Daventy. Będą eskortować królową na piątkową koronację.
POLLY
Dwa noże i czternaście widelców. Po jednym nożu na każde krzesło!
MACKIE
No coś podobnego! Noży wam brakuje? Praktykant by to lepiej zrobił. Nie macie pojęcia co to jest styl – rokoko, Chippendale, Ludwik XIV…
Ekipa wraca, mężczyźni są przebrani w eleganckie stroje wieczorowe, w których najwyraźniej źle się czują.
WALTER
Staraliśmy się zdobyć najprzedniejsze rzeczy. Sam zobacz… Pierwszorzędny materiał.
MATEUSZ
Cisza! Pozwoli pan, Kapitanie…
MACKIE
Polly, racz z łaski swojej…
Para ustawia się w pozie godnej do przyjęcia gratulacji.
MATEUSZ
Pozwoli pan, Kapitanie, iż w najprzecudowniejszym dniu pańskiego życia, w tym majowym rozkwicie pańskiej kariery, rzec chciałem, w punkcie zwrotnym, otóż… tuszę, iż… mogę złożyć niniejszym najserdeczniejsze moje… i tak dalej… Kurde, nie cierpię takiej gadaniny! Krótko:
Ściska rękę Mackie`go.
Najlepszego, byku!
MACKIE
Dzięki Mateusz, nieźle to ująłeś!
MATEUSZ
Ściska rękę Polly i obejmuje Macka.
Mówię jak myślę. Z serca. No to… Głowa do góry… I nie tylko głowa, nie…
Puszcza oko. Inni ryczą ze śmiechu. Mackie jednym ruchem przewraca Mateusza na ziemię.
MACKIE
Zamknij pysk! Takie świństwa możesz opowiadać swojej Kitty – to w sam raz dla tej szmaty.
POLLY
Mack, nie bądź ordynarny.
MATEUSZ
Ja sobie wypraszam. Kitty to nie żadna… szmata.
Wstaje powoli.
MACKIE
Taa. Wypraszasz sobie…
MATEUSZ
Żadnych świństw przy niej nigdy nie mówię. Za bardzo szanuję Kitty, ale ty i tak tego nie zrozumiesz. Kto tu komu będzie świństwa wytykał? Myślisz, że Lucy nie rozpowiedziała coś do niej wygadywał? Ja przy tobie wyglądam jak dziewica z odzysku.
Mackie patrzy na niego złowrogo.
KUBA
Dajcie spokój, to w końcu dzień ślubu…
MACKIE
Ładne wesele, nie, Polly? I takich sukinsynów musisz oglądać… Na pewno nie przyszłoby ci do głowy, że przyjaciele tak potraktują twojego męża. Mam nauczkę…
POLLY
Ależ… Jest całkiem w porządku.
ROBERT – PILNIK
Dosyć gadania. Nikt nikogo nie traktował jakoś tam. Zwykła różnica zdań. Twoja Kitty nie jest gorsza od innych. No i dobra… Kesz, pokaż swój podarunek.
WSZYSCY
Pokazuj, prędzej!
MATEUSZ
Obrażony.
Weźcie sobie.
POLLY
Prezent? Bardzo dziękuję, panie Mateuszu! Spójrz Mackie, jaka gustowna, naprawdę urocza koszulka nocna…
MATEUSZ
Może i to, to świństwo, kapitanie?
MACKIE
Dobrze już. Nie chciałem cię dotknąć w tym wyjątkowym dniu.
WALTER
A tu co mamy? Chippendale!
Pokazuje wspaniały zegar.
MACKIE
Quatorze!
POLLY
Cudny. Jestem taka szczęśliwa. No, słów mi brak. Dzięki za pamięć! Takie cudne rzeczy – szkoda, że nie mamy mieszkania. Co, Mack?
MACKIE
Dopiero zaczynamy nowe życie. Początki zawsze są trudne… Dziękuję ci, Walterze. Ale już zostawmy te głupstwa i do stołu!
KUBA
Podczas gdy inni szykują nakrycia.
Ja, niestety, nic nie zdobyłem.
Zapewnia Polly.
Proszę mi wierzyć. To dla mnie bardzo bolesne…
POLLY
Nieważne doprawdy, panie Jakubie.
KUBA
Wszyscy sypią prezentami, a ja stoję z pustymi rękami. Niech choć pani mnie zrozumie. To pech. Mógłbym pani opowiedzieć, ale… To się w pale nie mieści. Spotykam kiedyś tę Jenny – Knajpiarkę i zagaduję: słuchaj, zdziro jedna…
Zauważa, że Mackie stoi za nim, więc przerywa i odchodzi.
MACKIE
Prowadząc Polly do stołu.
Tak wspaniałych potraw nie kosztowałaś jeszcze nigdy w życiu. Czy mogę prosić.
Wszyscy siadają do stołu.
EDE
Wskazując zastawę.
Talerze – z hotelu „Savoy”.
KUBA
Jajeczka w majonezie od Selfridge`a. Był jeszcze kubełek pasztetu, ale Jimmy musiał go wykończyć po drodze, bo się nam niechcący przestrzeliła dziura…
WALTER
Nie mówi się „dziura” w przyzwoitym towarzystwie.
JIMMY
A ty nie mlaskaj podczas uroczystości… Nie mlaszcz…
MACKIE
A może by tak ktoś z gości zaśpiewał coś. Coś nastrojowego?
MATEUSZ
Nastrojowego?
Parska.
Ale numer!
Siada spiorunowany spojrzeniem Macka.
MACKIE
Wytrącając komuś talerz z rąk.
Cisza. Poczekajcie z tym jedzeniem. Nie tak od razu się rzucajcie na stół. Chciałbym, żeby był nastrój – jak w wytwornym towarzystwie.
KUBA
No to co ma być?
MACKIE
Czy zawsze sam muszę wszystko kombinować? Nie wymagam żebyście odstawiali tu całą operę, ale życie nie polega wyłącznie na żarciu i opowiadaniu grubych numerów… Moglibyście chyba coś zgrabnie zaaranżować, żebym wiedział, co warci są moi przyjaciele.
POLLY
A łosoś jest kapitalny, Mack…
EDE
Nie, jeszcze pani takiego nie łykała. Dzień w dzień się u Macka przekąsza łososiem, madame. Będzie pani dobrze, jak u Pana Boga za piecem. Zawsze mówiłem, że Mackie to partia dla istoty, która jest stworzona do wyższych celów. To samo powtarzałem Lucy…
POLLY
Lucy? Kto to jest Lucy, Mack?
KUBA
Zmieszany.
Lucy? Niech pani tego tak serio nie bierze…
Mateusz wstał i daje Kubie znaki ostrzegawcze zza pleców Polly.
POLLY
Zauważywszy to.
Pan czegoś szuka? Soli? Co pan chciał powiedzieć, Jakubie?
KUBA
Tak jakby nic… W rzeczy samej, nic nie mam do powiedzenia…
MACKIE
Kuba, co trzymasz w dłoni?
KUBA
Nóż, kapitanie. Czy…
MACKIE
A co masz na talerzu?
KUBA
No rybkę jakby, kapitanie.
MACKIE
I nożem będziesz rżnął pstrąga, co? Kuba! Szlag mnie trafi! Spójrz na Polly – je rybę nożem? Tylko świnia tak postępuje, rozumiesz, Kuba, o co mi idzie? Oj, Polly, będziesz miała dużo pracy, nim zrobisz z tej hałastry ludzi. Czy wy w ogóle wiecie, co znaczy „człowiek”?
WALTER
A dziwka to też człowiek?
POLLY
A fe, Walter…
MACKIE
To nie chcecie śpiewać? Nie zamierzacie mi uprzyjemnić dnia? A więc to znów ma być podły, szary, smętny, powszedni dzień, podobny do innych przeklętych dni? A czy, kurwa, ktoś stoi pod drzwiami i daje oko? To o tym też mam dziś myśleć? Może sam będę drzwi otwierał, a wy się poobżerajcie na mój rachunek?
WALTER
Ponuro.
A dlaczego na twój rachunek?
JIMMY
Karawaniarz, daj spokój. Idę kapować, ale kto by tu przylazł…
Wychodzi.
ROBERT – PILNIK
Byłaby niezła chryja, jakby w tym uroczystym dniu zwinęli wszystkich gości.
WALTER
Wypluj to słowo!
JIMMY
Kapitanie, gliny!
WALTER
Tygrys – Brown.
MATEUSZ
Spokój. To tylko wielebny pastor Kimball.
Kimball wchodzi.
WSZYSCY
Krzyczą.
Witamy wielebnego pastora.
KIMBALL
No, odszukałem was nareszcie. W ubożuchnej was znajduję izdebce. Domek ciasny, jak to mówią, ale własny!
MACKIE
Własny – księcia Devonshire…
POLLY
Dobry wieczór, waszej wielebności. Szczęśliwa jestem, że ojciec raczył w tym najpiękniejszym dniu naszego życia…
MACKIE
Panowie! Zaintonujmy chorał na cześć przewielebnego pastora Kimball.
MATEUSZ
Chorał? To może ten o Billym Lawgenie i Mary Sayer?
KUBA
Jasne… Akurat w porządku.
KIMBALL
Zaśpiewajcie, szlachetni młodziankowie, zaśpiewajcie chórem. Dobry śpiew więcej wart jest w niebie, niż marna modlitwa.
WALTER
No to, koledzy, sru!
Pieśń weselna dla ubogich
Bill Lawgen i Mary Sayer
W tłusty czwartek pobierali się!
… Sto lat, niech żyją nam sto lat!
Oblubieniec przezornie nie wpadł w złość,
Że wybranka ma wianek zmięty dość –
Trudno stale pamiętać, kiedy, z kim i gdzie!
… Sto…
Czy profesję żony swej znasz? Nie!
Czy tryb życia zmienić zamiar masz? Nie!
… Sto lat, niech żyją nam sto lat!
Billy Lawgen krzyknął: ja chcę mieć
Nie jej rękę, a wyłącznie płeć!
Śmieć!
MACKIE
To już wszystko? Cieniutko.
MATEUSZ
Cieniutko? Oto podziękowanie… Cieniutko.
MACKIE
Przymknij się!
MATEUSZ
No właśnie mówię, że cieniutko, bez feelingu…
POLLY
Słuchajcie, jeśli żaden z was nie potrafi nic odstawić, to ja sama spróbuję. Odegram historyjkę dziewczyny z jednej podłej knajpy w Soho. Zmywała naczynia i wszyscy się z niej wyśmiewali zawsze, a ona zaczepiała gości i gadała do nich niestworzone rzeczy… Zaraz zaśpiewam o tym. Tu będzie bar – musicie sobie wyobrazić, że jest cholernie brudny. Za barem stoi dziewczyna. Dzień i noc. To jest kubeł na zlewki, to ścierki do szkła. Tam gdzie wy siedzicie, są goście, co się z niej nabijają. Też się możecie śmiać, no żeby było tak samo, ale jak nie chcecie, to nie.
Zaczyna udawać, że zmywa naczynia.
Teraz jeden z was…
Wskazuje na Waltera.
… o może pan, niech pan powie: No, kiedy przypływa twój okręt, Jenny?
WALTER
No, kiedy przypływa twoja łajba, Jenny?
POLLY
A inny niech powie: Lepiej zmywaj gary! Patrzcie, narzeczona pirata!
MATEUSZ
Patrzcie, narzeczona pirata, a myje brudne gary!
POLLY
A teraz zaczynam naprawdę.
Oświetlenie do songu: złociste. Organy też oświetlone. Z góry zjeżdżają trzy reflektory i tablica z napisem:
JENNY – NARZECZONA PIRATA
Jenny piratka
1.
Szanowni panowie, ja kufle tu zmywam
I sprzątam, co po was zostało.
I jestem na każde żądanie i każdy gest,
Bo ten hotel parszywy przystanią moją jest –
Ale wiecie o mnie strasznie mało.
Ale wiecie o mnie strasznie mało.
Lecz któregoś wieczoru cały port
Przetnie dziwny wiatru jęk.
Ktoś spyta: Co to za dźwięk?
A ktoś inny widząc uśmiech mój spokojny
Szepnie: Ach, ten spokój budzi lęk.
Wtedy okręt o siedmiu żaglach
I czterdziestu armatach
Wyłoni się z mgły.
2.
Szef krzyknie: Do kuchni marsz, na co się gapisz.
Wy nędzne napiwki mi dacie.
I pójdę do pracy za grosze i marny wikt,
Lecz tej nocy na pewno nie zaśnie tutaj nikt –
Chociaż jeszcze mnie nie rozpoznacie.
Chociaż jeszcze mnie nie rozpoznacie.
Właśnie tego wieczoru cały port
Opanuje groźny wrzask.
Ktoś spyta: Co to za wrzask?
A ktoś inny widząc w moich oczach błyski
Szepnie: Ach, to ognia dziki blask.
Wtedy okręt o siedmiu żaglach
I czterdziestu armatach
Salwą rozedrze noc.
3.
Szanowni panowie, czy śmiać się zechcecie,
Gdy będzie czerwony kur szalał?
Dla miasta przyniesie on apokalipsy czas,
Wszystko legnie w ruinie i ujrzy każdy z was,
Że jedynie hotel ten ocalał.
Że jedynie hotel ten ocalał.
Jasność łun rozświetlił nocy mrok,
Świt zasnuje dymów czerń.
Ktoś krzyknie: To śmierci cień!
A ktoś inny, widząc uśmiech mój wyniosły
Szepnie: Ach, to jej triumfu dzień.
Wtedy okręt o siedmiu żaglach
I czterdziestu armatach
Oprze burtę o brzeg.
4.
A kiedy piraci na ląd zejdą z bronią,
By mścić się, mordować i grabić,
Skowyczeć będziecie i łbami walić w bruk,
Lecz w kajdany was skują i rzucą mi do nóg
I spytają: Kogo mamy zabić?
I spytają: Kogo mamy zabić?
Straszna cisza wypełni cały port,
Tylko echo z piekieł dna
Powtórzy: Kto umrzeć ma?
A ja wtedy bez wahania powiem: Wszyscy!
I przy każdej ściętej głowie krzyknę: Hop – la!
Wtedy okręt o siedmiu żaglach
I czterdziestu armatach
Zabierze mnie w dal.
MATEUSZ
Ależ numer, co? Jak szanowna pani potrafi od razu tyle zagrać na pamięć?
MACKIE
Numer? To nie żaden numer, idioto – to jest sztuka, a nie numer. Byłaś fantastyczna, Polly. Ale przed taką zbieraniną, nie ujmując waszej wielebności, to nie ma sensu.
Po cichu do Polly.
I nie życzę sobie na przyszłość, żebyś publicznie urządzała takie cyrki. Zapamiętaj to sobie!
Przy stole nagle wszyscy śmieją się z Pastora.
Co wasza wielebność ma w ręku?
KUBA
Dwa noże, kapitanie.
MACKIE
A co wasza wielebność ma na talerzu?
KIMBALL
Zdaje się, że łososia.
MACKIE
Aha… I nożem kroi pan łososia, tak?
KUBA
Widzieliście coś takiego, z nożem siada do ryby. Kto tak robi jest najzwyczajniejszą…
MACKIE
Świnią. Rozumiesz co powiedziałem, Kuba? To ucz się!
JIMMY
Wpada
Kapitanie! Gliny… Jak nic sam szeryf!
WALTER
Brown. Tygrys – Brown,
MACKIE
Tak jest – Brown zwany Tygrysem. Sam Tygrys – Brown, pierwszy szeryf Londynu i opoka więzienia w Old Bailey… Wstąpił przypadkiem w skromne progi kapitana Macheatha… Bądźcie czujni – zaraz możecie się sporo nauczyć.
Szajka kryje się.
KUBA
Już widzę jak dyndam na szubienicy!
Brown wchodzi.
MACKIE
Halo, Jackie.
BROWN
Halo, Mack. Nie ma dziś za wiele czasu. Zaraz muszę wracać… Dlaczego to znów, jak na ironię, cudza stajnia. Przecież to znowu włamanie..
MACKIE
Ależ, Jackie. Budyneczek leżał akurat tak dogodnie, po drodze a na ustroniu. Cieszę się, ze nie zapomniałeś o weselu swojego starego kumpla. Pozwolisz, ze przedstawię ci… moja żona, Polly, z domu Peachum. Polly, oto Brown, słynny Brown, nie bez przyczyny zwany Tygrysem.
Poklepuje go po ramieniu.
A to moi przyjaciele, Jackie, zresztą znasz ich na pewno nie od dziś.
BROWN
Z niechęcią.
Jestem tu najzupełniej prywatnie, Mack.
MACKIE
Oni również.
Woła kumpli, którzy wychodzą po kolei z rękami do góry.
Hej, Kuba!
BROWN
Kuba – Rączka. Znam tego ptaszka.
MACKIE
Hej, Jimmy, Pilnik, szybciej… Walter!
BROWN
A szlag z tym. Jak prywatnie to prywatnie.
MACKIE
Halo – Karawaniarz, Kesz, no…
BROWN
No, siadajcie, panowie, siadajcie.
WSZYSCY
Dziękujemy.
BROWN
Cieszę się, ze mogłem poznać uroczą żonę mojego przyjaciela. Macka.
POLLY
Jestem zaszczycona.
MACKIE
A więc, załoga… na pokład. Żeglujmy po morzu whisky. Polly! Panowie! Siedzicie w towarzystwie człowieka, który z woli samego króla wyniesiony został ponad pospólstwo, a jednak pozostał mym niezawodnym druhem w niezliczonych burzach i nawałnicach, zmiennych kolejach losu i tak dalej.
Wiecie, o kim mówię. I ty także wiesz, Brown… Jackie – pamiętasz, jak razem służyliśmy w Indiach? Wiesz co, Jackie? – zaśpiewajmy naszą żołnierską pieśń o kanonierach.
Siadają na stole.
Oświetlenie sceny podczas songu: złote. Organy także oświetlone. Z góry zjeżdżają trzy reflektory i tablica z napisem:
Pieśń kanonierów.
1.
John miał już wąsik, a Jimmy jeszcze nie,
A Georgie był podoficerem –
Armia nie pyta: kto bój przeżyć chce?
W końcu ludzkie życie jest dla armii celem!
Gdzie jest kwatera
Dla kanoniera?
Marszruta: Cap – nord west.
Brnie artyleria w deszcz,
Targa nią śmierci dreszcz,
Więc gdy się zdarzy chłopcom
Rasę napotkać obcą,
Armatnie mięso zmienią w krwisty befsztyk, tak jest!
John się załamał i whisky wciąż chlał,
Jim dostał febry, czy malarii,
Lecz sierżant Georgie, choć także się bał,
Zaklął: Kurwa! Nie zmarnują całej armii?!
Gdzie jest kwatera
Dla kanoniera?
Marszruta: Cap – nord west.
Brnie artyleria w deszcz,
Targa nią śmierci dreszcz,
Więc gdy się zdarzy chłopcom
Rasę napotkać obcą,
Armatnie mięso zmienią w krwisty befsztyk, tak jest!
John dostał kulkę, a Jimmy aż trzy,
A Georgie przepadł gdzieś bez śladu.
Czy to szaleństwo, czy może zew krwi,
Że do wszystkich armii świata wciąż trwa nabór?!
Gdzie jest kwatera
Dla kanoniera?
Marszruta: Cap – nord west.
Brnie artyleria w deszcz,
Targa nią śmierci dreszcz,
Więc gdy się zdarzy chłopcom
Rasę napotkać obcą,
Armatnie mięso zmienią w krwisty befsztyk, tak jest!
MACKIE
I choć rozdzieliły nas, przyjaciół z młodych lat, rwące fale życia, chociaż prowadzimy różne interesy, ktoś mógłby nawet uznać, że sprzeczne – nasza przyjaźń przetrwała wszystko. I wy bierzcie z nas przykład. Oto: Kastor i Polluks, Hektor i Andromacha, i tak dalej. Nie zdarzyło mi się – mnie, prostemu bandycie ulicznemu – dokonać lepszego skoku, bym jemu, przyjacielowi, nie odstąpił lwiej części w dowód mej niezmiennej wierności. I on także – Jimmy, nie trzymaj noża w gębie! – wszechwładny szef policji, kiedykolwiek zarządzał większą obławą, zawsze mi dawał w porę cynk i tak dalej, wszystko opiera się, jednym słowem: na wzajemności! Bierzcie z nas wzór!
Bierze Browna pod rękę.
Tak, stary. Cieszę się, że jesteś. To prawdziwa przyjaźń.
Pauza. Brown zamyślony spogląda w dywan.
MACKIE
Oryginalny – perski.
BROWN
Widzę. Z firmy „Dywany Orientu – Spółka Akcyjna”.
MACKIE
Jesteś znawcą. Tam zaopatrujemy się we wszystko. Szkoda, że dziś cię przy tym nie było. Mam nadzieję, że mimo piastowanego stanowiska nie odbierasz tego z osobistą przykrością.
BROWN
Sam wiesz, Mackie, że nie potrafię ci niczego odmówić. Muszę iść. Tyle mam roboty. Gdyby podczas koronacji królowej cokolwiek się zdarzyło…
MACKIE
Jackie, posłuchaj. Mój teść to wyjątkowa kanalia. Czy w razie czego, no, gdyby chciał mi podstawić nogę, no… Czy w Scotland Yardzie jest jakiś donos na mnie?
BROWN
Scotland Yard nic na ciebie nie ma, nic!
MACKIE
Świetnie.
BROWN
Wszystko załatwiłem jak należy. Żegnam.
MACKIE
Panowie! Powstać!
BROWN
Do Polly.
Życzę szczęścia!
Wychodzi – Mack odprowadza go.
KUBA
Który wraz z Mateuszem i Walterem wyjaśniał coś Polly.
Muszę przyznać, że miałem takiego cykora, gdy usłyszałem, ze to Tygrys.
MATEUSZ
W najwyższych kręgach rządowych mamy stosunki, łaskawa pani.
WALTER
Tak. Mackie zawsze wie, co jest grane… Ale my też mamy jeszcze coś ekstra. Panowie! Już wpół do dziesiątej!
MATEUSZ
Teraz gwóźdź programu!
Kolejno znikają za dywanem zasłaniającym jakiś przedmiot.
Mack wraca.
MACKIE
Co wy tam kombinujecie?
MATEUSZ
Kapitanie, mała niespodziwajka.
Zza dywany słychać piosenkę o Billym Lawgenie nuconą półgłosem, ale wyraźnie. Pod koniec pierwszej zwrotki Mateusz zrywa dywan i odkrywa łóżko – wszyscy śpiewają możliwie najgłośniej.
MACKIE
Dzięki, przyjaciele, dzięki.
WALTER
To my, po cichutku, spadamy, chodźcie!
Wychodzą.
MACKIE
Teraz pora na uczucia – w końcu i one muszą dojść go głosu. Człowiek bez uczuć jest bydlęciem… Polly! Czy widzisz ten księżyc nad Soho?
Muzyka.
POLLY
Ach, widzę miłość! Czy wiedziałeś, ze cię pokocham?
MACKIE
Serce wierzyło!
POLLY
Z tobą cały świat zdobędę!
MACKIE
Gdzie ty będziesz, tam zawsze będę!
MACKIE I POLLY
Choć przysiąg małżeńskich nie spisał nikt,
Choć nikt nie przyniósł kwiatów tu nam,
Choć nie wiem skąd strój, stół i weselny wikt,
To stoję u nieba bram.
Wypijmy za szczęście, wypijmy do dna,
Potem trzeba stłuc puste szkło,
Bo chociaż miłość także koniec ma,
Nie warto wyglądać go!
3
Dla Peachuma, który rozumie okrucieństwo świata, utrata jedynej córki oznacza wizję rychłego bankructwa jego firmy:
JONATAN JEREMIASZ PEACHUM „PRZEBIERALNIA DLA ZEBRAKÓW”
Pod drzwiami stoi Polly w kapeluszu, płaszczu, z walizką. Po prawej stronie sceny stoi Pan Peachum z Panią Peachum.
PANI PEACHUM
Co? Wyszłaś za mąż? Ludzie! Człowiek obwiesza ją sukienkami, kapeluszami, rękawiczkami, parasolkami, a kiedy wreszcie wyda na to to więcej niż na żaglowiec, to to gdzieś leci i wpada w byle kupę śmieci, jak zgniły ogórek… Czy naprawdę wyszłaś za mąż?…
Oświetlenie sceny podczas songu: złote. Organy także oświetlone. Z góry zjeżdżają trzy reflektory i tablica z napisem:
Polly oświadcza rodzicom w krótkiej piosence, iż wzięła ślub z bandytą Macheathem.
1
Gdy byłam dziewczęciem chodziłam w rozterce –
Jak ochronić panieńską swą cześć?
Nie wiedziałam co robić, jaką dać mam odpowiedź,
Gdy ktoś zechce przed ołtarz mnie wieść.
Choćby miał forsę,
Był ekstra gościem,
Co elegancki jest w powszednie dnie,
I choćby szyk miał,
Zwłaszcza w towarzystwie dam,
Powiem mu chyba: Nie!
Wtedy będę mogła zadrzeć troszkę noska,
Śmiać się ludziom w twarz…
Księżyc może stać na niebie całą noc,
Niech wypali się do szczętu jego moc,
Gdy przy oknie pełni straż.
Mogłam oddać się bez reszty komuś, lecz
Mogłam łatwo zbyt pomylić się –
Noc upalna… A serce zimne…
Dlatego odpowiedziałam: Nie!
2
Mój pierwszy konkurent wrodzoną kulturę
Wyniósł z domu, a był z Hrabstwa Kent.
Drugi w porcie miał statki, trzeci każde wydatki
Ponieść mógł, dla mnie rzucił West End.
Każdy miał forsę,
Był ekstra gościem,
Co elegancki jest w powszednie dnie,
I każdy szyk miał,
Zwłaszcza w towarzystwie dam,
Lecz im krzyknęłam: Nie!
I dlatego mogłam zadrzeć w górę noska,
Ludziom śmiać się w twarz…
Księżyc mógł na niebie sterczeć całą noc,
Wypalała się do szczętu jego moc,
Gdy przy oknie pełnił straż.
Mogłam oddać się bez reszty komuś, lecz
Mogłam łatwo zbyt pomylić się –
Noc upalna… A serce zimne…
Dlatego odpowiedziałam : Nie!
3
Aż razu pewnego spojrzałam na niego –
Zawsze będę pamiętać ten dzień –
Miał wytarty kapelusz, szedł przed siebie bez celu
I musiałam pójść za nim jak cień.
Choć stracił forsę,
Nie był ekstra gościem,
Zgubił sens życia, znalazł się na dnie,
I w pogardzie szyk miał,
Zwłaszcza w towarzystwie dam,
Nie mogłam szepnąć: Nie!
Wtedy już nie mogłam wcale zadrzeć noska,
Ludziom śmiać się w twarz…
Księżyc gonił za gwiazdami całą noc,
Pierwszy raz poczułam w sobie jego moc…
Powiedz, że mi szczęście dasz..
Mogłam oddać się bez reszty komuś i
Zrozumiałam czego w życiu chcę…
Noc upalna rozgrzała serce –
Dlatego nie powiedziałam: Nie!
PEACHUM
A więc to tak. Została dziwką bandyty. Niezmiernie się cieszę. Jestem wprost zachwycony.
PANI PEACHUM
Jeżeli jesteś już tak niemoralnie dorosła, żeby wychodzić za mąż, to czy musiałaś wybrać właśnie włamywacza i koniokrada? Co z tego będziesz miała?! Aaa, mogłam to przewidzieć – już jako bachor zadzierała nosa jak angielska królowa!
PEACHUM
Wyszłaś? Na pewno?
POLLY
Tak, wczoraj o piątej po południu.
PEACHUM
I to za notorycznego przestępcę. Jak się nad tym zastanowić, to dowód wielkiej odwagi z jego strony… Ale jeżeli oddam mu córkę – jedyną podporę nadchodzącej starości – to zawali się mój dom i nawet najgorszy pies podwórzowy stąd ucieknie. Nie, nic nikomu nie dam. Nie stać mnie na to! Gdybym oddał tyle, co brudu za paznokciem, naraziłbym się na śmierć głodową. Nie dam, nie oddam… Lecz jeśli ocalę choć jedno polano na zimę, to we troje może jakoś doczekamy przyszłego roku…
PANI PEACHUM
Co ty sobie wyobrażasz? To ma być twoja wdzięczność za wszystko? Nie, ja zaraz zwariuję. W głowie mi huczy. Nie panuję nad sobą… Och…
Mdleje.
Podajcie mi szklankę Medoc Cordial.
PEACHUM
Zobacz co zrobiłaś swojej matce. Prędzej! Jesteś kochanicą bandyty. Patrz, jak ta biedna kobieta to strasznie przeżywa…
Polly wraca z buteleczką.
To jedyny ratunek dla twojej nieszczęsnej matki!
POLLY
Niech wypije dwie szklanki. Organizm mamy wymaga chyba podwójnej dawki. Zaraz wróci do siebie, zobaczysz!
Polly jest zadowolona, wręcz rozpromieniona.
PANI PEACHUM
Budząc się z omdlenia.
Jeszcze śmiesz udawać współczucie?!
Wchodzi pięciu żebraków.
PIERWSZY ŻEBRAK
Protestuję i wnoszę reklamację. To nie jest żaden interes, jeśli nie można dostać porządnej kuli do nogi. To jest jakiś szmelc i jeszcze muszę płacić za niego własną krwawicą.
PEACHUM
Czego marudzisz – to taka sama kula jak inne, tylko nie potrafisz o nią dbać.
PIERWSZY ŻEBRAK
Tak? To dlaczego nie zarabiam tyle co inni? Ze mną te sztuczki panu nie przejdą…
Odrzuca kulę.
Już wolę sobie własną nogę odrąbać niż wyrzucać pieniądze na takie gówno.
PEACHUM
I czego wy właściwie wszyscy ode mnie chcecie? A czy to moja wina, że ludzie mają serca z kamienia? Nie mogę nikomu dać pięciu kikutów. I tak ze zdrowego człowieka w parę minut robię taką pożałowania godną maszkarę, że pies by z rozpaczy zawył. Ale nic nie poradzę, kiedy ludzie nie chcą płakać… Masz tu jeszcze jedną kulę, jeśli tamta sprawia ci zawód, ale dbaj o sprzęt.
PIERWSZY ŻEBRAK
No, dobra. Może teraz jakoś pójdzie.
PEACHUM
Oglądając protezę Drugiego Żebraka.
Celio, mówiłem, że guma jest lepsza od skóry, bo wygląda bardziej obrzydliwie…
Do Trzeciego.
O, wrzód się goi… Chyba teraz trzeba mu z przodu zrobić czyraka, Celio, słyszysz?
Do Czwartego.
Sztuczne strupy są lepsze niż prawdziwe.
Do Piątego.
No, jak ty wyglądasz? Znowu się nażarłeś! Nie, ja tego nie mogę amatorstwa tolerować.
PIĄTY ŻEBRAK
Panie Peachum, daję słowo, nic nie jadłem. Ta otyłość jest chyba chorobliwa. Nic nie poradzę!
PEACHUM
Ja też nic! Jesteś zwolniony!
Do wszystkich.
Pomiędzy sztuką wzruszania a wyprowadzania z równowagi jest chyba oczywista różnica. Potrzebuję artystów! W dzisiejszych czasach jeszcze tylko artyści potrafią poruszyć serca. Jak ktoś dobrze pracuje, zdobywa aplauz. A jak ktoś nie ma żadnych pomysłów, to… na bruk. Nie przedłużamy kontraktu!
Żebracy wychodzą.
POLLY
Nie wyszłam za Macka dla ładnych oczu. Nie jestem głupia, on ma niezłe dochody – zapewni mi godziwą egzystencję. Jest świetnym fachowcem – głównie włamywaczem, ale ma też doświadczenie w napadach
ulicznych. I znam dokładnie stan jego konta, ha… Parę dobrych interesów i kupimy sobie małą willęna wsi, jak ten cały pan Szekspir, co go tata tak ceni.
PEACHUM
Widzę proste rozwiązanie. Wyszłaś za mąż? Wyszłaś! A co robi kobieta zamężna? Rozwodzi się! I po co te nerwy, trudno było wpaść na lepszy pomysł.
POLLY
Nie rozumiem, co papa ma na myśli.
PEACHUM
Twoje dobro.
POLLY
Ale ja go przecież kocham!
PEACHUM
No, ty już zupełnie wstydu nie masz!
POLLY
Mamo, czy mama nigdy nie była zakochana?
PANI PEACHUM
Jak śmiesz mówić takie rzeczy do rodzonej matki. Te przeklęte książki we łbie ci pomieszały. Przecież wszystkie żony się rozwodzą.
POLLY
Ja będę wyjątkiem.
PANI PEACHUM
Stłukę ci dupę na kwaśne jabłko, ty… ty wyjątku!
POLLY
Wszystkie matki są podobne, ale to nic. Prawdziwa miłość nie dba o sine pręgi na tyłku.
PEACHUM
Polly, nie przeciągaj struny…
POLLY
Nikt nie odbierze mi mojej miłości!
PANI PEACHUM
Jeszcze słowo a dostaniesz po gębie.
POLLY
Miłość jest ważniejsza niż wszystko inne na świecie.
PANI PEACHUM
Przecież ten łobuz ma kilka bab naraz. Jak go będą wieszać, to zobaczysz ile wdów zgłosi się z bękartami. O Boże, Jonatanie…
PEACHUM
Wieszać? Kapitalna myśl. Polly, wyjdź na moment.
Polly wychodzi.
Czysty zysk – czterdzieści funciaków.
PANI PEACHUM
Rozumie się – chcesz go sypnąć. Doniesiesz szeryfowi?
PEACHUM
Oczywiście. Nagroda. I jeszcze za frajer go nam powieszą… Jeden ogień – dwie pieczenie… Trzeba się dowiedzieć, gdzie on teraz jest.
PANI PEACHUM
Nie trzeba, wiem dokładnie. U swoich panienek.
PEACHUM
Ale żadna go nie wyda…
PANI PEACHUM
No, o to tu już się nie martw. Pieniądz rządzi światem. Od razu lecę na Turnbridge i pogadam z kim trzeba. Jeżeli ten pan zada się z którąkolwiek – w ciągu dwóch godzin mamy go.
POLLY
Która podsłuchiwała za drzwiami.
Ciekawe, może sobie mam drogi oszczędzić. Zanim Mack spotkałby się z taką osobą, prędzej sam by się oddał w ręce policji. Ale gdyby się nawet osobiście stawił do więzienia, to pan szeryf najwyżej poczęstuje go coctailem, cygarem i pogawędzi z nim o pewnej firmie z tej ulicy., która nie jest tak zupełnie czysta. Niech się tata dowie, że pan szeryf znakomicie się bawił na moim weselu!
PEACHUM
A jak się szeryf nazywa?
POLLY
A Brown się nazywa. Pewnie o nim słyszałeś: Tygrys – Brown. Ci, którzy przed nim drżą nazywają go Tygrysem, ale mój Mackie zwraca się do nie go per Jackie. Bo dla niego to po prostu Jackie – przyjaźnią się od dzieciństwa.
PEACHUM
Niesłychane – przyjaciele! Pan szeryf i pan bandyta – to chyba jedyni przyjaciele w tym mieście!
POLLY
Rozpoetyzowana
Kiedy piją coctail, trzymają się za twarze i mówią: ”Jeśli chcesz strzelić jeszcze jednego, to i ja jeszcze jednego strzelę!”. A jeżeli jeden musi odejść, drugi ma załzawione oczy i mówi: ”Dokąd ty idziesz tam i ja chcę podążyć!”… A w Scotland Yardzie nie mają nic na Macka!
PEACHUM
Pomiędzy wtorkowym wieczorem a czwartkowym porankiem udało się panu Macheath, kilkakrotnie już żonatemu, uwieść i uprowadzić z domu moją córkę Polly – pod pozorem, że się z nią żeni. Oświadczam, iż nie minie tydzień, gdy będzie dyndał na stryczku. „Panie Macheath – miał pan do niedawna białe rękawiczki, glace, laseczkę z główką z kości słoniowej, bliznę na szyi i Hotel „Pod Flądrą” do usług. Wkrótce zostanie panu jedynie blizna przedstawiająca spośród pańskich znaków szczególnych wartość zdecydowanie najmniejszą. Już jest pan osaczony w klatce, a lada dzień, lada moment…”
PANI PEACHUM
Oj, nie wiem czy ci się plan powiedzie, Jonatanie. To, jakby nie było, Mackie Majcher, legendarny złoczyńca londyński. Jak dotąd brał co chciał, jak swoje.
PEACHUM
Tak, to tylko Mackie Majcher. A pan Peachum idzie do szeryfa. Ja idę! Ty leć na Turnbridge.
PANI PEACHUM
Do tych dziwek…
PEACHUM
Wielka jest podłość tego świata. I dlatego bez przerwy trzeba przebierać nogami, żeby w chwili nieuwagi nikt ich nie wyrwał spod bezradnego kadłubka i nie ukradł.
POLLY
Chętnie uścisnę rękę pana Browna, papo.
Wszyscy troje wychodzą na proscenium i śpiewają „Pierwszy finał”. Na tablicy napis:
PIERWSZY FINAŁ OPERY ZA TRZY GROSZE
O niepewności ludzkiej egzystencji
POLLY
- O marzeniach mówić mam:
Ach, nie mogę już udawać,
Chcę mężczyźnie szczęście dawać –
Na tym się jedynie znam.
( zresztą wziąłby sobie sam )
PEACHUM
Trzymając w rękach Biblię.
- Cóż, każdy człowiek na tym łez padole
Do chwili szczęścia prawo musi mieć.
I do kawałka chleba na swym stole,
Bo nie da się kamieni przecież żreć.
To święte prawo na tym łez padole…
To prawo zna i ksiądz i finansista,
Ty jednak musisz głodny być i tak,
Bo każdy może z pełni praw korzystać,
Jeżeli forsę ma!
A forsy brak!
PANI PEACHUM
- Dobrą wolę w sobie mam,
By okiełznać wszelkie żądze,
Głębiej schowam więc pieniądze,
Nim je biedakowi dam.
( zresztą, niech zarobi sam )
PEACHUM
- Cóż, Pan dał człowiekowi wolną wolę
I człowiek musi wykorzystać to.
Królestwo Boże w domu, w pracy, w szkole
Panować będzie, kiedy sczeźnie zło.
Już widzę nad swą głową aureolę.
Dokoła tylu ludzi dobrej woli,
Ty jednak znasz ich miłosierdzia smak,
Co z ziemskich dóbr korzystać ci pozwoli,
Jeżeli forsę masz!
A forsy brak!
POLLY I PANI PEACHUM
- Musimy rację przyznać ci,
Że świat jest biedny, ludzie źli!
PEACHUM
- Niestety, to wygląda tak:
Nie zrobisz nic, gdy forsy brak!
Każdy by ziemski raj zbudować chciał,
Gdyby kto inny mu pieniądze dał!
Lecz kto takiego kiedy znał?
Braciszek, co cię kocha tak,
Za byle ochłap, byle flak,
Po prostu w dupę kopnie cię –
Braterstwo? Tak, dlaczego nie?!
Żoneczka, co cię kocha tak,
Słabo ci widząc pierwszy znak,
Po prostu w dupę kopnie cię –
Oddanie? Tak, dlaczego nie?!
Córeczka, co cię kocha tak,
Gdy pozna żeś już stary wrak,
Po prostu w dupę kopnie cię –
Szacunek? Tak, dlaczego nie?!
POLLY I PANI PEACHUM
- To konstatacja smutna,
Prawdziwa więc okrutna:
Że świat jest podły, ludzie źli,
A Stwórca w niebie chyba śpi!
PEACHUM
Niestety to wygląda źle,
Ten świat na mordę stacza się!
Lecz jeśli mam pobożnie żyć,
Warunki muszą tu stworzone być!
No, jeśli mam pobożnie żyć,
Warunki muszą tu stworzone być!
WSZYSCY TROJE
Niech się obudzi Bóg lub rząd,
A my w cholerę chodźmy stąd!
PEACHUM
Faktycznie, to wygląda źle –
Ten świat na mordę stacza się!
Jeżeli nie ma lepszych wyjść
Musimy na ulicę wyjść!
AKT DRUGI
1.
Czwartek. Po południu. Mackie Majcher musi pożegnać swoją żonę, by ukryć się przed własnym teściem wśród bagien Highgate.
Stajnia.
POLLY
Wchodząc.
Mackie, Mack, tylko nic się nie bój.
MACKIE
Leżąc na łóżku.
Co się stało? Jakoś dziwnie mi wyglądasz, Polly!
POLLY
Byłam u Browna z papą. Razem ustalili, że trzeba cię przymknąć. Tata groził czymś strasznym. Brown był z początku po twojej stronie, ale w końcu uległ… Ale kazał mi powiedzieć, że musisz zniknąć na jakiś czas, Mack. No, masz się ulotnić.
MACKIE
Zniknąć? Oszalałaś! Chodź do mnie, Polly. Mam chęć na coś zupełnie innego!
POLLY
Nie, Mack. Nie mamy czasu. Strasznie się boję – oni ciągle gadali o szubienicy.
MACKIE
Nie lubię, gdy stroisz fochy. Scotland Yard nic na mnie nie ma.
POLLY
Wczoraj może i nie miał, ale dziś wpłynął meldunek. Widziałam akt oskarżenia, ale nie wiem czy wszystko pamiętam. To litania bez końca. Zadźgałeś dwóch handlowców, zrobiłeś trzydzieści włamów i dwadzieścia trzy uliczne rabunki… Podpalenia, morderstwa z premedytacją, fałszerstwa, krzywoprzysięstwa – to wszystko przez zaledwie półtora roku. Jesteś niedobrym człowiekiem – w Winchesterze uwiodłeś dwie siostry, nieletnie.
MACKIE
Mówiły, że mają ponad dwadzieścia lat. Co Brown na to wszystko?
Mack wstaje i idzie wzdłuż rampy pogwizdując.
POLLY
Dogonił mnie jeszcze na korytarzu i powiedział, że chyba już nic więcej nie może dla ciebie zrobić. Ach, Mackie!
MACKIE
Dobra. Skoro muszę zniknąć, ty przejmujesz interesy.
POLLY
Nie wspominaj mi o interesach, Mack. Proszę, pocałuj swoją biedną i unieszczęśliwioną Polly i przysięgnij, że mnie nigdy, ale to przenigdy…
Mack jej przerywa, prowadzi do stołu i każe usiąść.
To są księgi handlowe. Uważaj – tu masz listę personelu.
Czyta.
Kuba – Rączka pracuje od półtora roku. Zobaczymy ile miał wpływów: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć złotych zegarków – powoli, ale uczciwie pracuje, Nie właź mi teraz na kolana, nie mam ochoty… Walter Karawaniarz – niepewny cwaniaczek. Kombinuje na własną rękę. Zobaczymy, trzy tygodnie na próbę i aut. Zwyczajnie, dasz cynk Brownowi.
POLLY
Płacząc.
Tak zwyczajnie – dam znać Brownowi.
MACKIE
Jimmy II – sprawny, choć arogancki. Kręci się wśród dam z najwyższych sfer i potrafi im wyciągnąć nawet prześcieradło spod tyłka. Daj mu coś a conto.
POLLY
Tak, dam mu zaliczkę.
MACKIE
Robuś – Piła – no ani krzty talentu, mentalność sklepiarza. Stryczek mu nie grozi, ale legenda po nim nie zostanie na pewno.
POLLY
Nic po nim nie zostanie.
MACKIE
Szybko się nauczysz, zresztą wystarczy robić to, co do tej pory: wstajesz o siódmej, myjesz się, ubierasz i tak dalej.
POLLY
Masz rację, zęby zacisnę i dopilnuję interesów. Co twoje, to i moje, nieprawda, Mack. A co zrobić z melinami? Może najlepiej zlikwidować. Czynsze są coraz wyższe.
MACKIE
Absolutnie. Będą mi wkrótce potrzebne.
POLLY
Po co? Nie żal ci naszych pieniędzy?
MACKIE
Liczysz, że już nie wrócę?
POLLY
Jak tylko wrócisz wynajmiemy wszystko na nowo, Mack. Ja już dłużej nie wytrzymam. Patrzę na twoje usta, ale nie rozumiem co mówisz. Och, Mack, czy będziesz mi wierny?
MACKIE
Tak, tak, będę wierny. Chyba nie myślisz, że cię nie kocham? Kocham, ale muszę być przewidujący.
POLLY
Ach, Mackie. Dziękuję. Mówisz o miłości w momencie, gdy już ruszyły psy gończe…
Przy słowach „psy gończe” Mack wstaje, prostuje się, przechodzi na prawą stronę, zrzuca marynarkę i myje ręce.
MACKIE
Zysk przekażesz na konto w banku Jack Poole w Manchesterze. Powiem ci w sekrecie, że to tylko kwestia najwyżej dwóch tygodni i przejdę do branży bankowej. Wszystko już będzie legalne i jeszcze zwiększymy obroty. Przez ten czas zwiniesz interes, a potem pójdziesz do Browna i dasz mu listę personelu. Te wszystkie szumowiny muszą wylądować w lochach Old Bailey.
POLLY
Ależ, Mackie. A jak ty im potem w oczy spojrzysz – przecież wysyłasz ich na szubienicę. Jak im będziesz mógł podać rękę?
MACKIE
Komu? Im mam rękę podawać? Karawaniarzowi, Pilnikowi, Mateuszowi? Tym wisielcom?
Wchodzą bandyci.
Panowie! Witam was! Jakże się cieszę, że was widzę!
POLLY
Dzień dobry, panowie.
MATEUSZ
Kapitanie, mamy już program uroczystości koronacyjnych. Trzeba się sprężyć, czeka nas ciężka harówka. Za pół godziny przybędzie arcybiskup Canterbury.
MACKIE
O której?
MATEUSZ
Dokładnie piąta trzydzieści. Kapitanie, czas ruszać.
MACKIE
Tak, musicie ruszać natychmiast.
ROBERT
Jak to „musicie”?
MACKIE
Tak, jeśli chodzi o mnie, to, niestety, jestem zmuszony udać się w niezaplanowaną podróż.
ROBERT
Boże, namierzyli cię?
MATEUSZ
I to w takiej chwili. Kapitanie, koronacja bez ciebie, to jak talerz zupy bez łyżki…
MACKIE
Milczeć. Na czele firmy stanie moja żona. Polly!
Wypycha Polly do przodu, a sam obserwuje całą sytuację.
POLLY
Chłopcy – nasz kapitan może spokojnie jechać. Już my sobie nie damy pluć w kaszę. Damy sobie radę, prawda, chłopaki?
MATEUSZ
Ja tam nie mam nic do gadania, ale baba, w takich ciężkich czasach. Nie mówię, żeby zaraz coś przeciw my lady, ale z tymi kobitkami…
MACKIE
Z tyłu.
Co teraz zrobisz, Polly?
POLLY
A ty popaprańcu, ty skurwielu – puściłeś farbę!
Zaczyna krzyczeć.
Pewno, że nie masz nic przeciw, bo inaczej chłopaki spuściliby ci te portki i tak ci dupę przetrzepali, żebyś trzydzieści lat nie usiadł. Nieprawda, panowie?
Chwila ciszy, a potem oklaski od zebranych.
KUBA
O, o to chodzi… Takiej kobitce można zaufać.
WALTER
Brawo, pani kapitanowa potrafi gadać do rzeczy. Niech żyje Polly!
WSZYSCY
Niech żyje Polly!
MACKIE
To pech, że nie mogę pracować podczas koronacji. Pewny interes. W dzień – wszystkie lokale puste. W nocy całe towarzystwo zalane w trupa. Ty też, Mateusz, prawdę mówiąc, za dużo popijasz. W ubiegłym tygodniu znowu się chwaliłeś, że podpalanie szpitala w Greenwich to twoja robota. Jeszcze raz usłyszę o takich tekstach i wyrzucę cię na mordę. No, kto podpalił ten szpital?
MATEUSZ
No przecież ja.
MACKIE
Do innych.
Kto podpalił szpital?
WSZYSCY
Pan, panie Macheath.
MACKIE
No to kto?
MATEUSZ
Pod nosem.
Pan, panie Macheath… W ten sposób człowiek nigdy nie zajdzie wyżej…
MACKIE
Wykonując gest zakładania stryczka.
O, bez wątpienia wysoko zajdziesz, jeśli myślisz, że możesz ze mną rywalizować. Czy ktokolwiek słyszał, by przykładowo profesor Oksfordu swoje naukowe błędy zwalał na asystenta? Nie, on wszystko bierze na siebie – wszystko, zrozumiano!
ROBERT
My lady, proszę objąć dowództwo na czas nieobecności kapitana. Dniem obrachunkowym jest czwartek.
POLLY
A więc co czwartek, chłopcy.
Bandyci wychodzą.
MACKIE
A teraz żegnaj, moje serce, trzymaj się dzielnie i codziennie maluj, tak jakbym był tu przy tobie. To bardzo ważne, Polly.
POLLY
Jeszcze musisz mi przysiąc, że nie spojrzysz na żadną inną i… i że zaraz wyjedziesz. Twoja mała Polly nie mówi tego przez zazdrość, tylko… No bo to bardzo ważne, Mackie…
MACKIE
Ależ, Polly, a po co mam się oglądać za jakimiś starymi pudłami? Kocham tylko ciebie. Gdy mrok zapadnie, wyprowadzę swojego wierzchowca z jakiejś stajni i nim księżyc wzejdzie, i nim go ujrzysz przez firankę, będę już za bagnami Highgate.
POLLY
Ach, Mack, serce mi się z piersi wyrywa. Zostań ze mną i bądźmy szczęśliwi.
MACKIE
To moje serce z piersi wyskakuje, bo muszę odejść i nikt nie wie, kiedy będę mógł wrócić.
POLLY
Nasze szczęście trwało tak krótko…
MACKIE
Jeszcze się nie skończyło.
POLLY
Wczoraj przyśniły mi się jakieś śmiechy na ulicy. A gdy wyjrzałam, ujrzałam księżyc, taki maleńki jak stara aluminiowa jednopensówka… Nie zapomnij o mnie, Mack, w tych krajach dalekich tak…
MACKIE
Na pewno cię nie zapomnę, Polly. Pocałuj mnie, Polly.
POLLY
Adieu, Mack.
MACKIE
Adieu, Polly.
Odchodząc.
Ach, każda miłość kiedyś kończy się!
Lecz jak i gdzie? – kto wie?
POLLY
Sama.
On tu już nigdy nie powróci…
Prysły cudowne
Marzenia i plany.
Z serca idź precz!
Ach, żegnaj, kochany!
Pod swoją opiekę
O, Madonno, weź mnie!
Jak moja mama wszystko
Przewidziała wcześniej?
Zaczynają bić dzwony.
Koronacyjne biją dzwony,
A mój najmilszy odszedł w obce strony…
I N T E R M E D I U M
Przed kurtyną stoi Pani Peachum i Jenny.
PANI PEACHUM
Kiedy tylko Macheath zjawi się u was, natychmiast wołaj policjantów. Dostaniesz dziesięć szylingów.
JENNY
On nie jest taki głupi, żeby tu przyłazić, jak się szykuje obława.
PANI PEACHUM
A ja ci powiadam, Jenny, żeby się na niego nawet szykował cały Londyn, to on i tak przyjdzie do was. To mężczyzna, a taki łatwo nie rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń. Zwłaszcza niektórych.
Śpiewa.
Ballada o seksualnym uzależnieniu.
1.
Cóż to za szatan wyrafinowany?
On jest rzeźnikiem. Reszta to barany.
Wykańcza innych, żeby piąć się wyżej,
A da się zniszczyć pierwszej lepszej zdzirze.
Tak staje się z człowieka byle czym,
Bo popęd seksualny rządzi nim.
On Biblię lekceważy, prawem gardzi też,
A swoim egoizmem chełpi się,
Wie: kto się zada z babą – skończy źle,
Więc radzi: bracie, bab się strzeż.
Dzień w dzień nad ksiąg uczonych stosem ślęczy,
A przyjdzie noc i znów na babie jęczy.
2.
Wiadomo, że w męczarniach zgnije marnie
Kto wbrew higienie chodzi pod latarnię.
Cnót wiekopomnych ustanowił wzór by,
Lecz mu się w mózgu zagnieździły kurwy.
I tak się stał z człowieka byle czym,
Bo popęd seksualny rządził nim.
Ten Biblię wciąż cytuje, wierzy w prawa sens,
Choć liberalizm nie jest obcy mu –
Rozważa jak ideom służyć dwu,
A w piątki nie spożywa żadnych mięs.
Dzień w dzień nabożnie przed ołtarzem klęczy,
A przyjdzie noc i znów na babie jęczy.
2.
Jeszcze nie umilkły pierwsze dzwony koronacyjne, a Mackie już bawił wśród panienek z Turnbridge. Prostytutki zdradziły go.
Jest czwartkowy wieczór.
BURDEL W TURNBRIDGE.
Prostytutki w negliżach prasują, grają w warcaby, myją się, ot, sielanka mieszczańska. Kuba – Rączka czyta gazetę, nikt na nikogo nie zwraca uwagi.
KUBA
Dziś nie przyjdzie.
DZIWKA
Eee?
KUBA
Myślę, że dziś wcale nie przyjdzie.
DZIWKA
To szkoda.
KUBA
No. Ja go najlepiej znam – jest już pewno daleko, Zwiał na dobre.
Wchodzi Mack, wiesza kapelusz na gwoździu i siada na tapczanie.
MACKIE
Kawy!
VIXEN
Powtarza z prawdziwym zachwytem.
Kawy!
KUBA
Przerażony.
Dlaczego nie jesteś w Highgate?
MACKIE
Przecież dziś czwartek, nie myślę dla błahostki zmieniać przyzwyczajeń.
Na podłogę rzuca akt oskarżenia.
A poza wszystkim leje deszcz.
JENNY
Zaczyna czytać akt oskarżenia.
W imieniu króla oskarżamy kapitana Macheath o trzykrotne…
KUBA
Zabierając jej dokument.
A o mnie nic nie ma?
MACKIE
Jest. Wymieniono cały personel.
JENNY
Do innych.
To jest najprawdziwszy akt oskarżenia.
Po chwili.
Mackie, daj no rękę.
DOLLY
Tak, tak, Jenny. Przeczytaj mu przyszłość z dłoni. Znasz się na tym świetnie.
Przyświeca lampą naftową.
MACKIE
Spadek?
JENNY
Nie, nie spadek.
BETTY
No, co się tak gapisz, Jenny, że ciarki chodzą po plecach.
MACKIE
Daleka podróż w niedalekiej przyszłości?
JENNY
Nie, nie widzę podróży.
VIXEN
To co widzisz?
MACKIE
Proszę tylko o dobre wróżby – zła nie wywołuj.
JENNY
Widzę mrok i brak miłości. I jeszcze literę „Z” – to kobieta i zdrada. I jeszcze…
MACKIE
Zaraz. Mrok, miłość, zdrada – podaj jakieś szczegóły – może imię tej zdrajczyni?
JENNY
Zaczyna się na literę ”J”.
MACKIE
Pudło. Zaczyna się na „P”.
JENNY
Gdy w Westminsterze zabrzmią organy koronacyjne, nadejdzie twoja czarna godzina.
MACKIE
Mów szybciej…
Kuba śmieje się głośno.
Co tam znowu?
Podchodzi do Kuby i też spogląda w akt oskarżenia.
To pomyłka. Tylko trzy razy.
KUBA
Śmiejąc się
Właśnie.
MACKIE
Piękną nosicie bieliznę.
BETTY
Dla kobiety pierwsza rzecz to jedwabna bielizna. od kołyski do trumny.
STARA PROSTYTUTKA
Ja tam nie noszę jedwabi, bo klient zaraz podejrzewa chorobę.
Jenny po cichu podchodzi do drzwi.
DRUGA DZIWKA
Jenny, dokąd cię niesie?
JENNY
Zaraz, zaraz…
MOLLY
Ale barchany odstraszają klientów.
STARA PROSTYTUTKA
Nawet w barchanach miałam znakomite rezultaty.
VIXEN
Klient czuje się jak u siebie w domu, nie?
MACKIE
Do Betty.
Nadal jeszcze nosisz czarne podwiązki?
BETTY
Zawsze czarne podwiązki.
MACKIE
A ty jakiej używasz bielizny?
DRUGA DZIWKA
Wstyd się przyznać. Nie mogę nikogo zabrać do domu, bo ciotka ma chyzia na punkcie chłopów. A w bramie, to na co mi bielizna.
Kuba znów się śmieje.
MACKIE
Skończyłeś?
KUBA
Skąd – jestem dopiero przy gwałtach.
MACKIE
Znów na tapczanie.
Gdzie Jenny? Moje panie, jeszcze nim wzeszła moja gwiazda i stanęła w zenicie…
VIXEN
…Nim moja gwiazda stanęła w zenicie…
MACKIE
…żyłem w niezwykle skromnych warunkach z jedną z was. I choć teraz jestem już słynnym Mackie`m, to wciąż nie zapominam o szczęściu. o moich przyjaciółkach, towarzyszkach doli i niedoli, a przede wszystkim mojej Jenny – ona jest mi najbliższa. Zresztą posłuchajcie.
Mack śpiewa. Jenny pod okn